Czy wydania Tolkiena powinny mieć naukowy komentarz?
„Sądzę, że byłyby konieczne jakieś uwagi wstępne oraz komentarz, chociaż oczywiście nie mogą one być długie i techniczne.”
~J.R.R. Tolkien o „Panu Gawenie i Zielonym Rycerzu”, List 137d
Ostatecznie z 400 stron polskiego wydania tego utworu (oraz dwóch innych w tym tomie) aż około jedną czwartą zajmują różnego rodzaju przypisy, uwagi wstępne czy komentarze. Podobne proporcje można zaobserwować w innych dziełach Tolkiena wydawanych w XXI wieku, największą chyba część całości zawierają komentarze w trzytomowym wydaniu wierszy. I chociaż to są komentarze, na tyle na ile mogę je ocenić, bardzo dobre, a słowa Tolkiena dotyczą przedstawienia tłumaczenia w radiu, wciąż można się zastanowić, czy na pewno jest to właściwe podejście. Wydania naukowe z tak obszernym komentarzy są wprawdzie wartościowe dla badaczy, ale zwykłego czytelnika mogą odstraszać, sprawiając wrażenie, że całość jest ciekawa tylko dla owych nielicznych badaczy. A przecież jest to rola absolutnie drugorzędna – jak zresztą przyznał Tolkien w swoim rewelacyjnym wykładzie „Potwory i Krytycy”.
Wszystkie te teksty to przede wszystkim wartościowe dzieła literackie, służące w pierwszej kolejności przyjemności z czytania, i nie można do nich podchodzić wyłącznie naukowo, pomijając ten fundamentalny sens literatury. Są to dzieła zróżnicowane i nietypowe, nawet największym fanom nie każde przypadnie do gustu. Ale zasługują, żeby każdy miłośnik dobrej literatury dał szansę chociaż tym paru z nich których tematyka wzbudzi jego zainteresowanie. I, z całym szacunkiem do monumentalnej pracy badaczy i redaktorów, pewnie byłoby to o wiele łatwiejsze do dostrzeżenia, gdyby takie utwory wydawać bez stustronicowych rozpraw naukowych.