Prawda o Szelobie
„To jednak pewne, że na przełęczach nad Minas Morgul czyhają jakieś złowrogie, straszne moce. Starcy i uczeni, którzy zbadali tajniki wiedzy, bledną i milkną na dźwięk nazwy Cirith Ungol.”
~Faramir do Froda, J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”, rozdział „Zakazane Jezioro”
Cirith Ungol… Przełęcz Pająka. Nazwa wydaje się dość jednoznaczna. Faramir jako znający sindarin potrafiłby ją przetłumaczyć, i może sam się domyśleć, a przynajmniej pozwolić czytelnikowi odgadnąć, że zagrożeniem na przełęczy może być bardzo duży pająk, i pewnie by to zrobił, gdyby nie potrzeba zachowania tajemnicy. W tym rozumowaniu jest tylko jeden problem. Zagrożeniem czyhającym na Cirith Ungol, zagrożeniem, które wlewa przerażenie w serca mędrców, nie jest „bardzo duży pająk”. Szeloba jest ostatnią córką Ungolianty. Nikt nie wie, czym tak naprawdę była ta istota. Jedni mówią, że potężnym Ainurem, inni zaś, że pierwotną emanacją i wcieleniem złowrogiej ciemności. Pożeraczka, nienawidzą światła, bojąca się go i żywiąca się jego niszczeniem. To ona zniszczyła Dwa Drzewa Valinoru, ukryła siebie i Morgotha przed wzrokiem i pościgiem Valarów, potem zaś zaatakowała i śmiertelnie przeraziła samego Morgotha. Niebywale potężny, prastary, przerażający horror spoza znanego porządku świata – iście lovecraftiańskia abominacja. Tolkien nie pisał horrorów, więc może czytelników nie przeraża to bardziej niż sama wizja ogromnego pająka. Ale trzeba przyznać, że z perspektywy blednących na samą myśl o tym mędrców Gondoru te tajemnicze moce czające się na Cirith Ungol to nie jest po prostu duży pająk, lecz coś o wiele bardziej przerażającego – pomiot nieopisywalnie bluźnierczego monstrum spoza granic rozumianego świata.