Gatunek literacki „Władcy Pierścieni”
Do jakiego gatunku zalicza się „Władca Pierścieni”? Z pozoru odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, jak podaje Wikipedia „The Lord of the Rings is an epic high fantasy novel”. Z pewnością taka odpowiedź jest prawdziwa, ale jednak niesatysfakcjonująca, a nawet nieco myląca. W końcu określenie high fantasy powstało właśnie po to, żeby opisać literaturę fantastyczną powstałą pod wpływem „Władcy Pierścieni”, więc możemy z tej klasyfikacji dowiedzieć się o wielkim wpływie utworu na literaturę, ale jednak nie z jakiego nurtu się książka wywodzi – to ten nurt wywodzi się z niej. Trochę tak jakby powiedzieć, że „Władca Pierścieni” przypomina „Władcę Pierścieni”.
Z jakiego zatem nurtu pochodzi?
Sam Tolkien nazwał swoje dzieło „romansem heroicznym” (List 329), co można przeanalizować w celu określenia inspiracji i intencji, samo jednak określenie jest dość wąskie i enigmatyczne – można zgadnąć, co autor miał na myśli, ale nie spotkamy niczego takiego w encyklopediach czy podręcznikach literatury. Istnieje jednak pewna klasyfikacja gatunkowa, która moim zdaniem rzeczywiście pozwala dobrze przedstawić zarówno samo dzieło Tolkiena, jak i jego pozycję względem tradycji literackiej, zarówno tej go poprzedzającej, jak i na nim wzorowanej.
Jest nim epos, definiowany jako dłuższy utwór charakteryzujący się epickim rozmachem i podniosłym stylem, którego tematem są dzieje życia legendarnych bohaterów na tle przełomowych wydarzeń.
Posłużę się tutaj zgrabnymi słowami profesora Jakuba Lichańskiego na ten temat:
„Stworzył dzieło, które nie tłumaczy się inaczej, jak tylko przez siebie samo. Świat, który rozpościera się przed naszymi oczyma na kartach powieści, to nasz świat, ale zobaczony inaczej. Właśnie – z perspektywy eposu. Możemy dostrzec, iż poszczególne elementy tego świata są identyczne z naszym światem, np. drzewa, dobre piwo, proste wiejskie jedzenie, wspaniałe ogrody hobbitów przy ich mieszkaniach, góry i puszcze, ale inne, np. krainy elfów, już się w naszym świecie nie pojawią, a po starych królestwach nie zostało ani śladu.
Lecz i w naszym świecie jest podobnie. Wbrew doświadczeniom archeologów powiem, iż mimo wszystko Troja Homera nie istnieje, a „złotorodne Mykeny” zapadły się w nicość. To, co odkryliśmy, to tylko skromne ślady czegoś, co stworzyła fantazja poety i czego nigdy nie poznamy inaczej niż z jego słów.
Tolkien, jak i Homer czy ostatni z wielkich epików greckich, Nonnos z Panopolis w Egipcie, pociągają nas wspaniałością wizji, jaką roztoczyli; tym, iż każdy w ich dziełach znajdzie te zakątki świata czy takie wydarzenia, które najbardziej ukochał, do jakich tęskni, zrodziła go bowiem miłość do tego świata, który widzimy; ale świata nieskażonego, czystego, naturalnego, w którym żyjemy w zgodzie z nim. Tak jak elfy bądź hobbici.”
Spojrzenie na „Władcę Pierścieni” jako na epos nie tylko pozwala nam lepiej zrozumieć ten utwór, solidniej osadzając go w znanej czytelnikowi literackiej spuściźnie cywilizacji europejskiej i wiążac go z niekiedy przypisywanymi do tego gatunku inspiracji tolkienowskich – zarówno kojarzonych z Tolkienem „północnych” utworów jak Beowulf, Nibelungenlied, Edda czy Kalevala, jak i tekstów greckich, może lepiej znanych publice, ale niestety często pomijanych wśród literatury, która wpłynęła na Tolkiena – pozwala również na szersze spojrzenie na literaturę jako całość, ciekawie uzupełniając pochodzenie współczesnego high fantasy i wyraźnie umieszczając Tolkiena na mapie rozwoju literatury, zarówno względem jego poprzedników, jak i następców, jako pewien kluczowy punkt przejściowy.
Pytanie tylko, czy ta kusząca wizja jest poprawna? Żaden gatunek nie będzie w stanie w pełni wyjaśnić żadnej dobrej książki, więc chociaż nie pasuje idealnie, to do mnie taka potraktowanie „Władcy Pierścieni” trafia, pozwalając lepiej zrozumieć zarówno twórczość Tolkiena, jak i jej pozycję na tle literatury światowej. Czy wam też się podoba? A jeśli nie, czy macie jakieś alternatywne rozwiązania, a może po prostu zadowala was najprostsze przypisanie do fantastyki?