Dylemat Numenoru
„Ojcowie nasi zostali wynagrodzeni za pomoc, udzieloną w walce z Wielkim Cieniem. Czyż ich synowie mają stać bezczynnie, gdy nowe zło podnosi głowę?
Zbyt wielkie lękają mnie wątpliwości, bym miał dalej rządzić. Przygotowywać się czy czekać? Gotować się do wojny, która wciąż pozostaje jedynie domysłem? W czasach pokoju uczyć rzemieślników i rolników przelewu krwi i walki? Włożyć broń w ręce chciwych kapitanów, którzy pokochają podbój nowych krain i szczycić się będą liczbą zabitych? Czy powiedzą Eru: „Przynajmniej wśród tych zabitych byli twoi wrogowie”? Czy też patrzeć z założonymi rękami, jak przyjaciele giną w nierównej walce, pozwolić ludziom żyć w złudnym pokoju, póki u bram nie staną napastnicy? Co wtedy uczynią: staną z gołymi rękami naprzeciw żelaza i zginą na próżno, czy też umkną, pozostawiając za sobą płacz kobiet? Czy powiedzą Eru: „Przynajmniej nie przelaliśmy krwi”?
Gdy każda z dróg może prowadzić ku złu, cóż warta jest możliwość wyboru?”
~J.R.R. Tolkien, „Niedokończone Opowieści”, „Aldarion i Erendis. Żona marynarza”
Pierwsze oznaki późniejszego imperializmu Numenoru, widoczne niemal dwa i pół tysiąca lat przed ostatecznym upadkiem największego królestwa ludzi, gdy jeszcze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek kolonizacji, pionier numenorejskich wypraw i przyszły król Aldarion, przywiózł swojemu ojcu Tar-Meneldurowi pierwszy list od Gil-Galad przewidujący powstanie Saurona setki lat przed tym, jak otwarcie zaczął zdobywać władzę, wykuwać Pierścienie i toczyć wojny z elfami.
Wówczas przygotowania numenorejczyków nie potrwały długo, ale wiemy, że ostatecznie zdecydowali się na drogę interwencjonistyczną. Zaczęło się od dobrych chęci: pomocy potrzebującym mieszkańcom Śródziemia oraz ochrony przed wpływem Saurona, na czele z interwencją przeciwko jego inwazji na Eriador. Skończyło się jednak gorzej jeszcze, niż przewidział Meneldur: nie tylko wyruszający na wojnę w słusznej sprawie numenorejczycy zaczęli zabijać również niewinnych, podporządkowując sobie i eksploatując coraz to nowsze kolonie, odwracając się przy tym od elfów, Władców Zachodu i samego Boga, ale też ta pycha i upadek moralny doprowadziły do upadku fizycznego, wraz z podporządkowaniem się Sauronowi i ostatecznemu zatonięciu Numenoru.
Jednak czy to znaczy, że przewidywania Meneldura byłyby błędne, gdyby jego następcy wybrali przeciwną, izolacjonistyczną drogę? Czy też rzeczywiście porzucone przez swoich potężnych krewniaków Wolne Ludy Śródziemia zostałyby w całości podbite przez Saurona, a ten w końcu zebrałby siły całego świata, i stanął z nimi pod bramami nieskażonego, ale słabego Numenoru? Czy każda droga tylko mogła, czy wręcz musiała się skończyć tak samo, a ludzka natura nigdy nie pozwalała ocalić tej rajskiej krainy królów wśród ludzi? Czy Numenor to zmarnowana szansa ludzkości, czy tylko kolejne przypomnienie autora, że wszystko co piękne na tym świecie musi przeminąć?
„Ponieważ mamy do czynienia z ludźmi, w sposób nieunikniony zajmujemy się najbardziej pożałowania godną cechą ich natury: szybkim przesytem dobrem. Zatem w czasach pokoju, sprawiedliwości i dobrobytu mieszkańcy Gondoru stają się niezadowoleni i niespokojni — podczas gdy królowie pochodzący od Aragorna zostają z mocy prawa władcami i rządcami — takimi jak Denethor albo gorszymi.”
~J.R.R. Tolkien, List 256