Magnum Opus Tolkiena

„Władca Pierścieni” jest niezaprzeczalnie najbardziej uznaną i wpływową książką Tolkiena, zaliczając się do najwybitniejszych utworów literatury współczesnej, a może nawet kultury jako całości (oczywiście w tym gronie znajduje się mnóstwo innych, pod wieloma względami jeszcze lepszych czy ważniejszych książek i pisarzy, którzy również, podobnie jak Tolkien, nie są absolutnie idealni, ale ograniczmy się do tematu tej strony). Wiele osób woli równie popularnego „Hobbita”, dla miłośników często najważniejsze jest światotwórstwo „Silmarillionu”, a niektórzy mają swoich ulubieńców wśród mniej znanych utworów (dla mnie przykładowo są to „Dzieci Hurina”), ale z zewnętrznej perspektywy „Władca Pierścieni” pozostaje magnum opus.
Mimo to, jeśli popatrzeć na przyczyny sukcesu i jakości tej książki, czymś szczególnie wyróżniającym, nowatorskim i pokochanym przez czytelników, jest świat przedstawiony, będący kompletnym światem wtórnym, niezależnym bezpośrednio od naszego, o stworzonej historii i kulturze, która stanowi tło we „Władcy Pierścieni” bez którego ta książka zwyczajnie by nie istniała. Ten świat mógłby istnieć bez „Władcy Pierścieni”, ale powstanie takiego utworu wymagało wymyślenia najpierw tego świata tak samo, jak osadzenie tekstu w naszym świecie wymaga istniejącego w nim kontekstu – można wprawdzie stworzyć tego iluzję bez kompletnego świata (vide Wiedźmin), ale efekty tego nie są tak głębokie i rozbudowane.
„Władca Pierścieni” jest tak dobrą i ważną książką dzięki temu światowi przedstawionemu. A światem przedstawionym jest właśnie Silmarillion. Nie wydana redakcja Christophera ani żadna inna konkretna wersja, ale sama obecność mitologii w głowie autora. To Silmarillion jest pierwotnym, samodzielnym utworem. „Władca Pierścieni” może istnieć i zadziwiać tylko dzięki istnieniu tego tła.