Neil Gaiman o Tolkienie
„Doszedłem do wniosku, że „Władca Pierścieni” jest najprawdopodobniej najlepszą książką, jaką kiedykolwiek można było napisać, co postawiło mnie w nieco kłopotliwej sytuacji. Chciałem być pisarzem, kiedy dorosnę. (To nieprawda: chciałem być pisarzem już wtedy.) I chciałem napisać „Władcę Pierścieni”. Problem polegał na tym, że został już napisany. (…) I czytałem Władcę Pierścieni tak długo, aż już nie potrzebowałem go dłużej czytać, ponieważ był wewnątrz mnie. Wiele lat później wysłałem Christopherowi Tolkienowi list, w którym wyjaśniłem coś, czego sam nie był w stanie odnotować, i byłem niezmiernie usatysfakcjonowany, gdy znalazłem podziękowanie w książce Tolkiena „War of the Ring”. (…) Widzicie, chociaż kochałem Tolkiena i chciałem napisać jego książkę, wcale nie chciałem pisać tak jak on. Słowa i zdania Tolkiena wydawały się być czymś naturalnym, jak formacje skalne czy wodospady, a chęć pisania jak Tolkien byłaby dla mnie jak chęć zakwitnięcia jak wiśnia, wejścia na drzewo jak wiewiórka albo uderzenia jak burza z piorunami.
(…)
Chesterton, Tolkien i Lewis nie byli, jak już mówiłem, jedynymi pisarzami, których czytałem między szóstym a trzynastym rokiem życia, ale byli autorami, których czytam w kółko; każdy z nich odegrał rolę w kształtowaniu mnie. Bez nich nie wyobrażam sobie, że mógłbym zostać pisarzem, a już na pewno nie pisarzem fantastyki. Nie zrozumiałbym tego, że najlepszym sposobem na pokazanie ludziom prawdziwych rzeczy jest z kierunku, z którego nie wyobrażali sobie dostrzec prawdy, ani tego, że majestat i magia snów i wierzeń mogą być kluczową częścią życia i pisania.
Bez tych trzech pisarzy nie byłoby mnie dzisiaj w tym miejscu.”
Fragmenty wypowiedzi Neila Gaimana na Mythconie w 2004 roku o Lewisie, Tolkienie i Chestertonie. Tłumaczenie własne, oryginał tutaj.
Neil Gaiman jest jednym z moich ulubionych współczesnych pisarzy, oraz jednym z najbardziej uznanych twórców komiksów w historii, znanym z m.in. „Sandmana”, „Koraliny”, „Amerykańskich Bogów” czy „Dobrego Omenu”. Powyższa wypowiedź jest jednak dla mnie ciekawa nie z tych powodów, w końcu wielu jeszcze bardziej uznanych czy popularnych twórców chwaliło Tolkiena na najróżniejsze sposoby, ale przez to, jak bardzo odmienna od Tolkiena jest jego twórczość, na pierwszy rzut oka nie nosząc żadnego śladu wpływu. Tam gdzie Tolkien tworzy monumentalne klasyczne eposy osadzone w mitycznej prehistorii, Gaiman pisze postmodernistyczne opowieści o magii na pograniczu współczesnej rzeczywistości. Tolkien jest znany z używania archetypów, Gaiman z ich dekonstruowania – po prawdzie obaj robią i jedno, i drugie, ale wciąż widać kontrast w podejściu. Tolkien swą twórczość opierał na tradycyjnych wartościach i moralności chrześcijańskiej. Utwory Gaimana nawet dzisiaj zaliczają się do najbardziej progresywnej światopoglądowo fantastyki. Niesamowitym dla mnie jest właśnie to, że twórczość Tolkiena do dzisiaj potrafi wywierać tak wielkie wrażenie na tak licznym i zróżnicowanym gronie odbiorców, inspirując kolejne pokolenia wspaniałych pisarzy – w tym tak kontrowersyjnych, a zwłaszcza tak odmiennych od samego Tolkiena.