ArtykułySilmarillionUpadek Gondolinu

O Tuorze i wygranym życiu

Tuor jest dla mnie jedną z bardziej niedocenianych postacii Silmarillionu. Może nie najpotężniejszym czy najbardziej zasłużonym z mnóstwa wielkich bohaterów Pierwszej Ery, ale to, co go dla mnie wyróżnia, to jego kompletne i zróżnicowane życie – nie tylko tradycyjnie dokonał wielkich czynów docierając do Ukrytego Miasta, a potem stając w jego obronie, oraz zdobył miłość pięknej kobiety, królewskiej córki, a wraz z tym władzę, bogactwo i przyjaźń elfich bohaterów jak Ecthelion czy Glorfindel, później pogromcy Balrogów, ale też przeżył z nimi i rodziną w Gondolinie, najpiękniejszym z miast Śródziemia, długie, szczęśliwe lata, a po jego upadku odpłynął na Najdalszy Zachód, gdzie dzięki łasce Iluvatara został zaliczony pomiędzy Pierworodnych, by jako elf spędzić wieczność u boku swej ukochanej w Nieśmiertelnych Krainach. Jedyny człowiek, który otrzymał zaszczyt zostania nieśmiertelnym. W końcu zaś, wychował Earendila – syna, który przerósł go sławą i zasługami. Wprawdzie młodość spędził w niewoli, a jego posłannictwo nie zostało wysłuchane co doprowadziło do wielkiej tragedii, lecz jego życie wciąż można uznać za szczęśliwe i kompletne, co jest rzadkością wśród mitologicznych herosów.

Dodaj komentarz