ArtykułyHistoria Śródziemia

Rocznica Historii Śródziemia

Dokładnie 41 lat temu opublikowano pierwszy tom Historii Śródziemia, i chociaż jego zawartość może wydawać się mniej ważna, ciekawa czy wartościowa niż „Władca Pierścieni” czy „Silmarillion”, to właśnie istnienie tego cyklu pokazuje, że niezwykłość Tolkiena na tle reszty fantastyki polega na czymś więcej niż byciu pierwszym chronologicznie albo napisaniu, bardziej lub mniej, ale jednak subiektywnie, „lepszych” książek.

O ile „Silmarillion” miał na celu „tylko” dokończenie tolkienowskiego magnum opus rękami syna, o tyle po zdumiewającym Christophera sukcesie tej książki, oraz „Niedokończonych Opowieści”, zaczął przyświecać mu nowy cel: „nie rozwikłanie licznych i odrębnych wątków, lecz raczej udostępnienie wszystkich zapisków ojca, które można i należy czytać jako całość”. Właśnie to przekonanie o słuszności traktowania Legendarium jako pełnej całości, kompletnego świata który można badać i odkrywać, stoi nie tylko za samą decyzją upublicznienia możliwie wielu zapisków Tolkiena bez większej redakcji czy korekty, ale przede wszystkim jest przyczyną, dla której niektórzy miłośnicy Tolkiena, w tym ja, traktują zarówno siebie, jak i obiekt tego zainteresowania, o wiele poważniej niż się to niektórym wydaje rozsądne, akceptując świat wtórny jako pełnoprawny obiekt rozmyśleń i badań, przyjmując niejako wizję mitologii stworzonej przez Profesora dla Anglii jako swoją.

Czy takie poważne podejście ma sens? Z zewnętrznej perspektywy może nie być to jasne. Ale jeśli tak głębokie oddanie pasji prowadzi człowieka do tak przyjemnego i stymulującego intelektualnie spędzania wolnego czasu, to jest nie tylko sensowne, ale wręcz pożądane. I tutaj twórczość Tolkiena nadaje się przynajmniej tak samo dobrze jak cokolwiek innego. Dobrze jest być tolkienistą, a tylko dzięki „Historii Śródziemia” można być nim tak bardzo jak tylko się chce.

Dodaj komentarz