Wejście do Gondolinu
„– Dotarłeś do Ostatniej Bramy. Wiedz tedy, że żaden obcy, który ją przekroczy, nie opuści już tego królestwa, chyba że przez wrota śmierci.
– Nie groź mi! Jeśli wrota owe otworzą się przed wysłannikiem Pana Wód, podążą za nim wszyscy, któzy tu mieszkają. Władco Źródeł, nie stawaj na drodze posłańca Władcy Wód!
Wtedy Voronwë i wszyscy, którzy stali w pobliżu, ze zdumieniem spojrzeli na Tuora, zaskoczeni brzmieniem i znaczeniem jego słów Voronwëmu wydało się, iż słyszał potężny głos, mówiący z wielkiej oddali. Tuor jednak, słuchając swych słów, miał wrażenie, jakby przez jego usta przemawiał ktoś inny.”
~J.R.R. Tolkien, Niedokończone Opowieści
Przybycie Tuora do Ukrytego Królestwa to ostatnie słowa podjętej przez Tolkiena próby przepisania na nowo Upadku Gondolinu – pierwszej powstałej opowieści osadzonej w Śródziemiu. Po niezliczonych przemianach Legendarium w kolejnych dziesięcioleciach, historia ta wciąż zajmowała w nim szczególne miejsce. Pierwotna wersja, mimo widocznych jeszcze braków w kunszcie literackim, pozostaje jednym z najbardziej szczegółowych i rozbudowanych opisów bitwy w twórczości Tolkiena, niezwykle pobudzając wyobraźnię i dobrze oddając skalę tego wydarzenia – wywodzącego się z tradycji samego Homera wielkiego eposu o Gondolinie o Siedmiu Imionach, najpiękniejszym i najpotężniejszym z wszystkich miast Eldarów z Dawnych Dni, upadku ostatniego wolnego królestwa opierającego się jeszcze Morgothowi i w końcu powrotowi nadziei w osobie Earendila – syna królewskiej córki Idril oraz Tuora, człowieka na darmo wysłanego przez Ulma żeby ostrzec Turgona, Najwyższego Króla Noldorów, o konieczności porzucenia jego wspaniałego miasta. Jeśli jest jedna opowieść z najwcześniejszego Legendarium, którą, mimo obecnych braków, powinien przeczytać każdy fan Tolkiena, to jest to właśnie pierwotna wersja Upadku Gondolinu, zaś jego ostatnia wersja pięknie pokazuje potencjał tej najmniej znanej z Wielkich Opowieści.