Dlaczego Drużyna Pierścienia nie poleciała na Orłach?
„Orły to niebezpieczna „machina”. Ja używałem ich oszczędnie i to jest absolutna granica ich wiarygodności czy przydatności.
(…)
Uważam, że jest to ingerowanie całkowicie nie do przyjęcia w opowieść. Dziewięciu Piechurów, a natychmiast wznoszą się w powietrze! Ten wtręt powoduje jedynie niewiarygodność i zbanalizowanie pomysłu z orłami, kiedy w końcu rzeczywiście są potrzebne.”
~J.R.R. Tolkien, List 210

Wymieniona przez Tolkiena przyczyna, dla której Drużyna Pierścienia nie mogła polecieć na Orłach, jest oczywista i wyjaśnia dlaczego z zewnętrznej perspektywy psuje to narrację. Istnieją też całkiem racjonalne odnoszące się wyłącznie do świata przedstawionego, na czele ze zwróceniem uwagi na posiadane przez Saurona możliwości wykrycia dosłownie Wielkich Orłów, przechwycenia ich Nazgulami na Skrzydlatych Bestiach, czy zestrzelenia łucznikami przy samej Górze Przeznaczenia, i w zasadzie ta racjonalna przyczyna wyjaśnia wystarczająco, dlaczego polecenie na Orłach do Góry Przeznaczenia byłoby skazane na porażkę nawet bardziej niż podróż na piechotę.
Ale moim zdaniem najciekawsze i najpełniejsze wyjaśnienie odnosi się zarówno do perspektywy zewnątrz, jak i wewnątrz Legendarium. Orły we „Władcy Pierścieni” (w Silmarillionie i Hobbicie pełnią nieco inne role) to dosłownie deus ex machina. Nie chodzi tutaj wyłącznie o ich nagłe, niewynikające z wcześniejszych wydarzeń, wkroczenie do akcji, niespodziewanie ratujące bohaterów z opresji, ani też o krytykę Tolkiena w tym aspekcie. Wielkie Orły służą Manwemu, Odwiecznemu Królowi Ardy, przywódcy Valarów/bogów. Gdy się pojawiają, jest to dość bezpośrednia boska interwencja w przebieg akcji, jeden z licznych przykładów takiej ingerencji ze strony Eru i Valarów, z których najważniejsza jest sama obecność i wszystkie działania Gandalfa (dosłownie anioła – „wysłannika” Valarów, gr. „ángelos”, hebr. „mal’ach”). Dotyczy to również momentów kiedy Gwaihir najpierw uwalnia Gandalfa z Isengardu, a następnie unosi go z Celebdilu po walce z Balrogiem.
Kluczowa obecność Orłów ma jednak przede wszystkim miejsce wraz z pokonaniem Saurona – charakter wysłannika jest dobrze widoczny w Orle, który przybywając do Minas Tirith ogłasza zwycięstwo w formie pieśni wyraźnie inspirowanej psalmami. Jednak warto zwrócić uwagę na to, kiedy przybywają pod Czarną Bramę i co tam robią. Nie wygrywają one wojny za ludzi. U Tolkiena boska interwencja tak nie wygląda, jest bardziej subtelna. W momencie, gdy przybywają Orły, wynik walki jest już przesądzony. To nie przypadek, że Frodo założył Pierścień na palec dokładnie w tej samej chwili, że przez to wola Saurona odwróciła się od jego wojsk i pozwoliła je rozbić. Bitwę, i przede wszystkim wojnę, wygrało zniszczenie Pierścienia chwilę później, przybycie Orłów wiele nie zmieniło – nawet jeśli pozostałe wojska Saurona wystarczyłyby, żeby zniszczyć siły Zachodu pod Czarną Bramą (w co wątpię), ostatecznie nie mogliby pokonać Gondoru bez wsparcia woli swego wodza.
To, co jest ważne w ich przybyciu, to późniejsze polecenie do Góry Przeznaczenia w celu uratowania Froda i Sama. Myślę, że dość dobrze reprezentują one szersze podejście Valarów i Eru do Śródziemia w Trzeciej Erze, które zresztą może pokrywać się z poglądami autora na temat interwencji Boga w świecie współczesnym, i do którego z pewnością nie pasuje wysłanie Orłów jako taksówki dla bohaterów. Boskie siły nie rozwiązują wszystkich problemów za bohaterów. Ostatecznie, mimo pomocy, Frodo i Sam muszą się dostać do Góry Przeznaczenia o własnych siłach, zrobić wszystko co w ich mocy, i to właśnie zapewnia zwycięstwo. I dopiero gdy to zwycięstwo zostało osiągnięte, boscy wysłannicy wkraczają do akcji i sprawiają, że Frodo i Sam są w stanie ten sukces przeżyć. Dopiero gdy zrobili wszystko, gdy wypełnili misję, praktycznie oddając życie za sprawę, otrzymują nagrodę – dopiero wówczas boskie siły wkraczają bezpośrednio i to oddane życie mogą im przywrócić.