Czy było warto umrzeć?
„- Ale ja marzyłem, że przez długie lata pan też się będzie cieszył Shire’em po tym wszystkim, czego pan dokonał – powiedział Sam ze łzami w oczach.
– Ja też kiedyś o tym marzyłem. Ale za głębokie są moje rany. Starałem się uratować Shire i uratowałem, ale nie dla siebie. Często tak bywa Samie, gdy jakiś skarb znajduje się w niebezpieczeństwie: ktoś musi się go wyrzec, utracić, by inni mogli go zachować. Ty jesteś moim spadkobiercą, wszystko, cokolwiek posiadałem, co mi się należy – oddaję tobie.
(…)
Statek wypłynął na pełne Morze i żeglował ku zachodowi, aż wreszcie pewnej dżdżystej nocy Frodo poczuł słodki zapach w powietrzu i usłyszał śpiew dolatującynad wodą. Wydało mu się, jak we śnie tamtej nocy w domu Bombadila, że szara zasłona deszczu przemienia się w srebrne szkło i rozsuwa, ukazując białe wybrzeże, a za nim daleko zielony kraj w blasku wschodzącego szybko słońca.”
~J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”

Chcielibyśmy z pewnością wierzyć, że warto jest walczyć w słusznej sprawie, a co za tym idzie lubimy historie, w których główni bohaterowie dzięki swoim czynom otrzymują nagrody w postaci bogactwa czy też wewnętrznego wzrostu. We „Władcy Pierścieni” również to widać, Merry, Pippin i Sam po powrocie do Shire wykorzystują swoje nowe doświadczenia do pomocy swoim rodakom i osiągnięcia osobistego sukcesu. Ale w rzeczywistości sytuacja nie jest taka prosta, i Tolkien, jako weteran koszmaru wojny okopowej, doskonale to wiedział. Ranni, straumatyzowani i martwi żołnierze nie zawsze żałowaliby pójścia na front, ale powiedzieć, że im się to osobiście opłaciło, bo obronili swój kraj? To co innego. Pójście na wojnę w słusznej sprawie opłaca się tym, którzy dzięki temu cieszą się pokojem, wolnością i dobrobytem, nie tym, którzy oddali dla tej sprawy życie.
Właśnie tych, którym walka w słusznej sprawie się nie opłaciła, widać w postaci Froda. Po straszliwych przeżyciach wciąż bolą go dawne rany fizyczne i psychiczne, tak, że w końcu może je uleczyć tylko odpłynięcie na Zachód – pernamentne porzucenie Śródziemia, w zasadzie śmierć. Jest on jednocześnie żołnierzem straumatyzowanym, zranionym i ostatecznie umierającym, ale przecież nie żałuje swojego poświęcenia, i z pewnością dla świata lepiej, że tego wszystkiego doświadczył, prowadząc do zniszczenia Pierścienia. Czy zatem nie było warto? Myślę, że to źle postawione pytanie. Nie jest nic złego w tym, że wolelibyśmy nie musieć cierpieć za słuszną sprawę, lepiej byłoby tylko cieszyć się jej zwycięstwem zbudowanym na cudzych ofiarach. Ale to nie ma znaczenia: za słuszną sprawę walczy się nie dla korzyści, nie dla nadziei zwycięstwa, ale tylko dlatego, bo jest słuszna. Nie chodzi o to, że warto jest się poświęcić w walce ze złem, ale o to, że czasem trzeba to zrobić.