ArtykułyCytatyDrużyna PierścieniaSilmarillionUpadek GondolinuWładca Pierścieni

Glorfindel

„Elfowie wprawdzie lękają się Czarnego Władcy, wprawdzie przed nim uciekają, nigdy jednak nie dadzą mu posłuchu ani nie będą mu służyli. Tu, w Rivendell, przebywa kilku jego najzaciętszych przeciwników: mędrcy wśród elfów, władcy Eldarów zza najodleglejszych mórz. Nie boją się oni Upiorów Pierścienia, bo kto był w Błogosławionym Królestwie, ten żyje w obu światach naraz i zarówno widzialnym, jak i niewidzialnym siłom może przeciwstawić swoją wielką moc”
~J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”, rozdział „Wiele spotkań”

Glorfindel and the Balrog by Eric Velhagen

Glorfindel jest jedną z ulubionych postaci epizodycznych wielu fanów, ale mimo to jego rola bywa pomijana przez innych, na czele z twórcami adaptacji filmowych, którzy zastąpili go Legolasem (Bakshi) oraz Arweną (Jackson). Osobiście uważam, że rzeczywiście odgrywa on ważną rolę która jest tymi zmianami zaburzona. Zacznijmy od tego, co właściwie robi w książce: pojawia się na chwilę, pomaga Frodowi, pokazuje jaki jest epicko potężny i świetlisty, po czym nie ma żadnego więcej wpływu na przebieg akcji. Główną przyczyną jego popularności jest pewnie to, że takie potężne postacie są po prostu fajne i pobudzają wyobraźnie. I zgodnie z rule of cool na tym możnaby całą argumentację zakończyć, podsumowując, że fajność jest dobrym powodem umieszczenia fajnej sceny wprowadzającej fajną postać do fajnej książki. Ale jednak rola Glorfindela wykracza poza takie ujęcie sprawy, i warto się zastanowić, co to za rola oraz czy może ona być spełniona przez inne postacie, a jeśli tak to w jaki sposób.

„Władca Pierścieni” pełny jest prostych postaci epizodycznych, zarysowanych ledwie kilkoma zdaniami. Ich zadaniem nie jest wprowadzenie ich samych, ale po pierwsze wprowadzenie wrażenia szerokiego, zróżnicowanego świata poprzez mnogość tych postaci, a po drugie konkretnych elementów tego świata poprzez pewne konkretne elementy które dana postać wprowadza. Glorfindel wprowadza element świata opisany wyżej przez Gandalfa: istnienie i pobyt w Rivendell władców Eldarów z Zachodu o wielkiej mocy, których działanie wykracza poza ramy opowieści, oraz pewne wyjaśnienie podziału świata na widzialny i niewidzialny. Chociaż to Glorfindel jest najpotężniejszym wojownikiem z tych elfów, to jego obecność w książce jest skonstruowana w sposób impikujący, że takich jak on jest więcej. Wciąż obecna wśród elfów moc zdolna do walki ze sługami Saurona również w świecie niewidzialnym nie jest może kluczowa dla świata, ale jednak dość ważna.

Pomijając inne zmiany w tej scenie względem książki, uważam, że ani Legolas ani Arwena nie wypełniają tej roli, z dwóch przyczyn. Po pierwsze obie te postacie są elfami wciąż młodymi – nie przedwiecznymi siłami zza Morza, toczącymi beznadziejną wojnę z wpływem Morgotha od czasów, gdy świat był jeszcze młody, pamiętającymi Światło Drzew, ich działania nie wprowadza tego samego nawiązania do mitycznej przeszłości. Po drugie, są to postacie ważne dla fabuły – to, że one mają takie możliwości nic nie mówi nam czegoś o całym świecie przedstawionym, tylko o tych konkretnych postaciach. W przypadku Legolasa ucharakteryzowanie go na wielkiego wojownika dodatkowo psuje późniejszą historię, zmniejszając płynące z wszelkich zagrożeń napięcie oraz zwiększając jego znaczenie. W przypadku Arweny takie rozbudowanie jej postaci na wzór Luthien ma większy sens, w zasadzie jest to po prostu zastąpienie rozbudowy świata rozbudową jej postaci. Dla niektórych może nawet zmiana na lepsze, na pewno nie jest jakoś inherentnie zła, ale ja jednak wolę Śródziemie i elfów niż tę jedną postać, zwłaszcza w wersji Jacksona, gdzie wątek Arweny ma inne dziwne elementy…

W książce jest jednak wielu innych elfów których możnaby z Glorfindelem połączyć i myślę, że w jednym z przypadków zachowałoby to praktycznie całe znaczenie tej postaci w książce, jednocześnie wzmacniając inny aspekt tolkienowskiego światotwórstwa, a mianowicie jeśli postacie Glorfindela i Gildora były połączone. Przede wszystkim są to postacie na tyle pomniejsze, że nawet ich połączone role byłyby na tyle małe, że reprezentowałyby charakterystyki elfów ogólnie, a nie tylko wprowadzały nową postać, chociaż przez to, że postać byłaby jedna, a nie dwie, tworzone bogactwo i różnorodność świata byłyby mniejsze. Poza tym obie te postacie to „mędrcy wśród elfów, władcy Eldarów zza najodleglejszych mórz”. Gildor jest w swojej scenie mędrcem, a Glorfindel wojownikiem, pokazanie tej samej postaci w obu scenach przypomniałoby czytelnikom czy widzom, że jedno nie wyklucza drugiego, elfowie (podobnie jak ludzie, a u Tolkiena nawet bardziej) mogą być jednocześnie mędrcami i wojownikami, rzemieślnikami i przywódcami, poetami i zbrodniarzami wojennymi. Jak to dobrze ujął Sam opisując Galadrielę: „Twarda jak diament, łagodna jak światło księżyca. Ciepła jak promień słońca, zimna jak gwiazda. Dumna i daleka jak szczyt w śniegach, wesoła jak wiejska dziewczyna” (Chociaż teraz zauważam, że ten element jest wprowadzony również przez zastąpienie go Arweną). W końcu, zwłaszcza z perspektywy filmowca ułatwiałoby to wprowadzenie obu tych scen bez konfundowania odbiorcy wprowadzaniem wielu nowych postaci.

Nie twierdzę absolutnie, że Glorfindel czy Gildor są zbędni, i ciągle ich lubię, ale po przemyśleniach motywowanych zobaczeniem takiego stwierdzenia w dyskusji przyznaję, że przychylniej patrzę na zastąpienie go Arweną, oraz widzę pewien sens w połączeniu wojowniczego przedstawienia Glorfindela z jakimś bardziej pokojowym aspektem. Oczywiście nie wpływa to w żaden sposób na główny argument na rzecz Glorfindela: wprowadzenie takiego mitycznego, potężnego elfiego bohatera jest zwyczajnie fajne. A o to właśnie w opowieściach chodzi.

Dodaj komentarz