Najlepsza scena „Władcy Pierścieni” według Tolkiena
„Wjechał do grodu Wódz Nazgulów. Olbrzymią czarną sylwetką na tle łuny pożarów górował nad wszystkim, urastał do symbolu grozy i rozpaczy. Pod sklepieniem murów, których nigdy jeszcze nie przekroczył nieprzyjaciel, wjechał do grodu Wódz Nazgulów, a kto żyw umknął albo padł na twarz.
Z jednym jedynym wyjątkiem. Na pustym placu za Bramą czekał Gandalf na swoim wierzchowcu; spośród wolnych koni całej ziemi tylko Cienistogrzywy nie ugiął się przed grozą, niewzruszony, spokojny, jak kamienny posąg rumaka z Rath Dinen.
– Nie wejdziesz! – powiedział Gandalf, a czarny olbrzymi cień zatrzymał się w miejscu. – Wracaj do otchłani, która cię oczekuje. Wracaj tam! Rozwiej się w nicość, która czeka ciebie i twojego pana. Precz stąd!
Czarny Jeździec zrzucił kaptur i oto ukazała się królewska korona; nie było jednak pod nią widzialnej głowy. Między koroną a ramionami, okrytymi szerokim czarnym płaszczem, świeciły czerwone płomienie. Z niewidzialnych ust dobył się śmiech mrożący krew w żyłach.
– Stary głupcze! – wyrzekł upiór. – Stary głupcze! Dziś wybiła moja godzina! Czyż nie poznajesz śmierci, kiedy patrzysz jej w oblicze? Próżne są twoje klątwy! Giń!
Podniósł swój długi miecz, płomienie przebigły po klindze.
Gandalf nie drgnął. W tym samym momencie gdzieś daleko, na którymś podwórku miejskim zapiał kogut. Przenikliwie, donośnie, ptak niewiedzący nic o czarach ani o wojnie pozdrawiał nowy dzień, który wysoko ponad mrokami śmierci wstawał wraz ze świtem na niebie. Jak gdyby w odpowiedzi z daleka odezwały się inne głosy: granie rogów. Echo rozniosło ich muzykę po ciemnych zboczach Mindolluiny. Sławne rogi Północy grały wezwanie do boju. Rohan wreszcie przybył z odsieczą.”
~J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”, rozdział „Oblężenie Gondoru”

„Fragmentami najbardziej mnie teraz poruszającymi – napisanymi tak dawno temu, że obecnie czytam je tak, jakby napisał je ktoś inny – są: zakończenie rozdziału „Lothlórien” oraz granie rogów Rohirrimów o świcie.”
~J.R.R. Tolkien, List 294
Dla mnie również przybycie Rohanu zawsze było jednym z najpotężniejszych momentów całego „Władcy Pierścieni”. Co więcej przybycie Rohirrimów jest również jedną ze scen najlepiej oddanych w filmie, głównie za sprawą mistrzowskiej muzyki Howarda Shore’a, chociaż zabawnym i poniekąd smutnym przypadkiem poprzedzająca ją, równie epicka scena konfrontacji Gandalfa i Czarnoksiężnika, jest z kolei być może najgorzej zaadaptowaną sceną w filmie (oczywiście pomijając całe pozmieniane a nawet wycięte wątki). Szarża Rohirrimów dokonuje niemożliwego, dorównując swoim wykonaniem wyobrażeniom wielu fanów – ale też przypomina, że ta niemożliwość jest jednak wykonalna, tym samym każąc wyobrazić sobie, jak pięknie możnaby hipotetycznie oddać obie te sceny – a może i resztę tej książki i innej twórczości Tolkiena…