Koniec Denethora
” – Pójdź z nami, Denethorze – powiedział wreszcie Gandalf – Obaj jesteśmy w grodzie potrzebni. Możesz jeszcze wiele dokonać.
Nagle Denethor wybuchnął śmiechem. Wyprostował się znów dumnie, szybko wbiegł do sali i chwycił ze stołu poduszkę, na której przedtem opierał głowę. Wracając do drzwi odsłonił powłoczkę: był pod nią ukryty palantir! Starzec podniósł go w górę i świadkom tej sceny wydało się, że kryształowa kula w ich oczach wybucha wewnętrznym płomieniem, rzucając czerwony odblask na wychudłą twarz Namiestnika, na rysy jakby wyrzeźbione w kamieniu, ostro podkreślone cieniami, szlachetne, dumne i groźne. Oczy mu znów się roziskrzyły.”
Mimo popadnięcia w szaleństwo i chęci zabicia własnego syna, Gandalf wciąż oferuje Denethorowi opcję zawrócenia z tej drogi, widząc w nim nie tylko dobro, ale też wielkość i szlachetną, ciągle podkreślaną przez Tolkiena w opisach Namiestnika. Jednak mimo tego, jak wielką wagę autor przywiązywał do możliwości nawrócenia i uzyskania wybaczenia, możliwość ta nie jest w jego utworach praktycznie nigdy przyjmowana.
Tak jest też w tym przypadku, kiedy to Denethor przed swą śmiercią wygłasza długą mowę, pokazującą, że to właśnie jego wielkość, widoczna w ogromnej wiedzy, umiejętnościach planowania, dalekowidzenia czy czytania w myślach (w pewnym stopniu dosłownie) oraz władzy i szacunku płynącej z pochodzenia z najwyższego, niemal czysto numenorejskiego, rodu Gondoru spokrewnionego z dawnymi królami, w połączeniu z poniekąd zasłużoną dumą z tej wielkości oraz rozsądną obawą przed jej utratą na rzecz osoby nieposiadającej w jego oczach odpowiedniego przygotowania, z drobną pomocą Saurona zostały przekształcone w pychę i zazdrość, zaś w połączeniu z obiektywnie beznadziejną sytuacją w rozpacz i brak nadziei.
„– Pycha i rozpacz! – krzyknął. – Czy myślisz, że w Białej Wieży oczy były ślepe? Nie, widziały więcej, niż ty z całą swoją mądrością dostrzegasz, Szary Głupcze! Twoja nadzieja polega na niewiedzy. Idź, próbuj uzdrawiać umarłych. Idź i walcz! Wszystko daremne! Na krótko, na jeden dzień może zatryumfujesz na polu bitwy. Ale przeciw potędze, która rozrosła się w Czarnej Wieży, nic nie wskórasz. Tylko jeden palec tej potęgi sięgnął po nasz gród. Cały Wschód rusza na podbój. Ten wiatr, który złudził cię nadzieją, pędzi po Anduinic flotę czarnych żagli. Zachód ginie. Pora, by wszyscy, którzy nie chcą być niewolnikami, odeszli ze świata.
(…)
– A więc ludź się dalej nadzieją! – zaśmiał się Denethor. – Czyż nie znam cię, Mithrandirze? Masz nadzieję, że obejmiesz po mnie władzę, że staniesz za tronami wszystkich władców Północy, Południa i Zachodu. Czytam w twoich myślach, przeniknąłem twoje plany. Wiem, żeś temu niziołkowi kazał przemilczeć prawdę. Żeś go wprowadził do mnie jako swojego szpiega. Mimo to z rozmów z nim dowiedziałem się imion i zamiarów wszystkich twoich sojuszników. Tak! Jedną ręką chciałeś mnie pchnąć przeciw Mordorowi, bym ci posłużył za tarczę, drugą zaś ściągnąłeś tutaj owego Strażnika Północy, aby zajął moje miejsce. Ale powiadam ci, Gandalfie Mithrandirze, nie będę w twoim ręku narzędziem! Jestem Namiestnikiem rodu Anáriona. Nie dam się poniżyć do roli zgrzybiałego szambelana na dworze byle przybłędy. Nawet gdyby udowodnił swoje prawa, jest tylko dalekim potomkiem Isildura. Nie skłonię głowy przed ostatnim z rodu od dawna wyzutego z władzy i godności.
(…)
– Chciałbym, aby wszystko pozostało tak, jak było za dni mego życia aż po dziś – odparł Denethor – i za dni moich pradziadów; chciałbym w pokoju władać grodem i przekazać rządy synowi, który by miał własną wolę, a nie ulegał podszeptom czarodzieja. Jeśli tego mi los odmawia, niech raczej wszystko przepadnie, nie chcę życia poniżonego, miłości podzielonej, czci uszczuplonej.
(…)
– Już mi ukradłeś połowę synowskiego serca. Teraz okradasz mnie także z miłości moich sług, aby ci pomogli obrabować mnie nawet ze szczątków mego syna. W jednym przynajmniej nie zdołasz mi przeszkodzić, umrę tak, jak postanowiłem. Do mnie! – zawołał na sługi. – Do mnie! Czy sami tylko zaprzańcy zostali między wami?”
~Ostatnie słowa Denethora, syna Ectheliona z rodu Húrina, XXVI Rządzącego Namiestnika Gondoru

Książkowy Denethor, wbrew przedstawieniu w adaptacji Jacksona, niemalże doskonale przygotował Gondor na wojnę i nim dowodził w jej trakcie. Jednak jego ostateczny upadek, wynikający z utraty nadziei, nawet w sytuacji, kiedy rzeczywiście żadnej nie było widać, stanowi krytykę oparcia władzy wyłącznie na rozumie, wbrew współczesnej polityce postulując, że dobry władca musi nie tylko potrafić dobrze zarządzać krajem czy nawet chcieć dobra swoich poddanych, ale też być prawowitym i, bez względu na okoliczności, zwyczajnie dobrym cżłowiekiem, kierującym się nie tylko rozumem, ale przede wszystkim tym co słuszne.