Przybycie Aragorna
„Zahartował się w trudach tak, że nikt ze śmiertelnych ludzi nie mógł się z nim równać, wyćwiczył w ich umiejętnościach i nauczył ich historii, a mimo to inny był niż oni, miał bowiem mądrość elfów, a gdy blask rozjarzył mu się w oczach, mało kto mógł znieść ogień tego spojrzenia. Twarz jego była smutna i surowa, ponieważ ciążył mu los, który mu przypadł, ale w głębi serca zachował nadzieję i z niej nieraz jak źródło ze skały tryskała wesołość.”
~J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”, „Fragment historii Aragorna i Arweny”
„W tym momencie na głównym maszcie pierwszego statku, skręcającego właśnie ku przystani w Harlondzie, wiatr rozwiał flagę. Kwitło na niej Białe Drzewo Gondoru, lecz otaczało je Siedem Gwiazd, i w górze nad nim błyszczała wysoka korona – godło Elendila, królewskie godło którego tu nikt nie widział od niepamiętnych lat. Gwiazdy skrzyły się w słońcu, bo Arwena, córka Elronda, wyszyła ten sztandar drogimi kamieniami; korona z mithrilu i złota jaśniała w blasku dnia.
Aragorn, syn Arathorna, Elessar, spadkobierca Isildura, przebył Ściężkę Umarłych i teraz z wiatrem od Morza przypłynął do Gondoru. (…) Już ze statków na nadbrzeża Harlondu wysypywał się zbrojny oddział i jak burza parł na północ. W pierwszych szeregach biegli Legolas i Gimli z toporkiem w ręku, Halbarad ze sztandarem, Elladan i Elrohir z gwiazdami na czołach, Dúnedainowie, Strażnicy Północy, o krzpekich rękach, a za nimi dzielny lud z Lebenninu i Lamedonu i z innych lennych krajów Południa. Prowadził ich wszystkich Aragorn, wznosząc w ręku Płomień Zachodu, Andúril, miecz ognisty, przekuty na nowo stary Narsil, nie mniej niż ongi groźny. Na czole Aragorna świeciła Gwiazda Elendila.”
~J.R.R. Tolkien, „Władca Pierścieni”, „Bitwa na polach Pelennoru”

We „Władcy Pierścieni” Aragorn od początku jest pewny siebie, doświadczony, wyszkolony, zwyczajnie w pełni przygotowany i zdeterminowany do przejęcia tronu, podczas gdy w adaptacji filmowej otrzymał on wątek zmagania się ze swoim przeznaczeniem i problemów z dojrzeniem do tego, żeby je zrealizować. Nie oznacza to jednak, że książkowy Aragorn urodził się nierealistycznie idealny, choć oczywiście jego wrodzone zdolności i dziedzictwo znacząco przekraczały to, z czym mógłby się urodzić jakikolwiek zwykły człowiek. Reprezentuje on archetypiczny ideał heroicznego króla przez całą książkę nie dlatego, bo nie musiał tego ideału osiągać, ale dlatego, bo, mimo posiadania idealnych predyspozycji, na jego osiąganie poświęcił całe swoje długie życie podróżując po całym świecie, ucząc się od ludzi, elfów i czarodziejów, czy dowodząc w przebraniu wojskami Gondoru i Rohanu (kiedy to poznał między innymi Denethora i Theodena służąc ich ojcom).
Z perspektywy współczesnego człowieka mimo to może wydawać się dziwne, a nawet bucowate, że od pewnego etapu książki tak otwarcie proklamuje swoje pretensje do tronu i chęć ich zgłoszenia każdemu kogo spotyka, zwłaszcza w społeczeństwie o tak silnych tradycjach egalitarnych jak w Polsce. Należy jednak zwrócić uwagę, że społeczeństwa we „Władcy Pierścieni” są kompletnie inne, z relacjami wzorowanymi na feudalnych. W takich realiach pozycja na owej feudalnej drabinie społecznej jest o wiele ważniejsza niż zawód czy pochodzenie w naszych realiach – nawet królewskie. Jednak dla rozmówcy funkcjonującego w tych realiach informacja o tym, że rozmawia z kimś na jej samym szczycie jest absolutnie kluczowa. Ukrywanie tej pozycji też jest popularnym motywem sięgającym czasów antycznych, zresztą właśnie to przez większość życia robi Aragorn, ale uważam, że w sytuacji w której spotyka sojuszników w walce z Nieprzyjacielem i zmierza właśnie w celu objęcia tronu, jest bardziej sensowne, że w końcu przestał to robić, a owi sojusznicy, jak Eomer, Angbor czy nawet Háma, zwyczajnie musieli wiedzieć kim jest i w jakim celu przybył, żeby adekwatnie reagować.
Wiedząc o trudach przez które przeszedł, żeby się przygotować do przejęcia tronu rodzi się pytanie, czy zasługiwałby nań wyłącznie z powodu urodzenia, czy też osiągnięcie przez niego ciężką pracą ideału było rzeczywiście niezbędne do tego, żeby Aragorn stał się godny swojego dziedzictwa?
To, co Tolkien chciał tą historią przekazać i to, jak czytelnicy ją mogą odbierać to kolejne, o wiele bardziej skomplikowana kwestie, chociaż nie ulega wątpliwości, że Aragorn jest we „Władcy Pierścieni” pokazany jako posiadający boskie prawo do władzy z racji urodzenia jako dziedzic Numenoru (bo pamiętajmy, że wyjątkowość tego rodu nie płynie z samego założenia Gondoru i Arnoru, ale jeszcze z pochodzenia z Wiernej gałęzi rodu królewskiego Numenoru, Atlantydy, wywodzącego się od ludzi, elfów i majarów, a nagrodzonej nadludzkimi cechami za bohaterskie czyny owych przodków jeszcze w trakcie Pierwszej Ery). Należy jednak pamiętać, że bez względu na owe „boskie prawo”, nie wystarczyłoby pokazanie bycia dziedzicem rodu Isildura, inaczej któryś z jego przodków mógłby się udać do Gondoru i zostać królem. Nie, Aragorn musiał nie tylko zasługiwać na tron, musiał też przekonać do tego władze oraz ludność Gondoru. Dlatego właśnie został królem dopiero po doprowadzeniu do pokonania Saurona, zamiast zgłosić swoje pretensje w młodości. A raczej odziedziczyć tron bez problemu po tym, jak ów tron zdobyłby Arvedui – przodek Aragorna który właśnie tego spróbował.
Załączona ilustracja Teda Nasmitha pokazuje właśnie ten moment, tytułowy „Powrót Króla”: Aragorna, który przybywając niespodziewanie na odsiecz Minas Tirith, pod królewskim sztandarem, na czele zebranych przez siebie żołnierzy Gondoru, został rozpoznany jako powracający król, zdobywając uznane, wdzięczność i podziw obrońców, niezbędne do ostatecznego uznania jego prawowitego przywództwa.