Nawrócenie Amlacha
„Wtedy zabrał głos ktoś, kto w oczach zgromadzonych wyglądał jak Amlach, syn Imlacha, a jego posępne słowa wstrząsnęły sercami słuchaczy:
– Wszystko to są legendy elfów, bajki zmyślone, żeby zbałamucić nowych, łatwowiernych przybyszy. Morze nie ma drugiego brzegu. Na zachodzie nie ma żadnych Świateł. Szliście za błędnym ognikiem elfów na koniec świata! Kto z was widział kiedykolwiek bogów albo Władcę Ciemności na północy? Nie kto inny, lecz Eldarowie pożądają władzy nad Śródziemiem. Chciwi są bogactw i drążą ziemię, by poznać jej tajemnice, budząc gniew stworzeń żyjących w jej wnętrznościach. Eldarowie zawsze tak postępowali i zawsze tak będą czynili. Czy nie lepiej zostawić orkom ich dziedziny, abyśmy mogli spokojnie żyć w naszej? Jest na świecie dość miejsca dla wszystkich, byle Eldarowie dali nam żyć w spokoju.
Słuchacze siedzieli przez długą chwilę osłupiali, a cień strachu padł na ich serca; postanowili opuścić kraje Eldarów. Po jakimś czasie zjawił się jednak Amlach i okazało się, że nie brał wcale udziału w poprzedniej naradzie, a gdy mu powtórzono, co rzekomo powiedział zebranym, oświadczył, że nigdy nic podobnego nie mówił. Ludzie byli zbici z tropu i nie wiedzieli, co myśleć o tym zdarzeniu. Wówczas Przyjaciele Elfów rzekli:
– Teraz wreszcie musicie uwierzyć, że Władca Ciemności istnieje i że jego szpiedzy i wysłannicy działają między nami! On bowiem lęka się nas i naszej siły której możemy udzielić walczącym z nim Eldarom.
Ale nie wszyscy dali się przekonać.
– Nie boi się – mówili – lecz nienawidzi nas i będzie nienawidził tym bardziej, im dłużej tu zostaniemy, mieszając się do jego sporów z królami Eldarów bez żadnej dla naszego plemienia korzyści.
Amlach jednak ze skruchą powiedział:
– Mam teraz własne porachunki z Mistrzem Kłamstwa i nie przebaczę mu aż do śmierci.”
~J.R.R. Tolkien, „Silmarillion”
Przypadek Amlacha jest bardzo ciekawy nie tylko przez to, że jest jedną z nielicznych sytuacji w twórczości Tolkiena, kiedy ktoś rzeczywiście zawraca ze złej drogi (mimo, że zrwaca on uwagę na to, jak ważna jest możliwość uzyskania takiego przebaczenia). Będąc przywódcą przeciwników elfów, możnaby wręcz rzec „politycznych idiotów Morgotha”, nie nawraca się pod wpływem namowy mędrców, filozoficznych przemyśleń czy innych wzniosłych idei, ale przez zwykłą ludzką złość i przekorę. Nie rozpoznaje zła gdy w odległych opowieściach dotyka ono innych ludzi, lecz dopiero gdy rani go osobiście – co przekonuje również niektórych jego bliskich. Nie dzięki staraniom sił Zachodu, ale przez działania Wroga, które okazują się być przeciwskuteczne.
Wprawdzie należy dążyć do wyraźnego rozpoznania zła i zwalczania go zanim będzie dotyczyć nas, naszych bliskich czy ojczyzny, nie sposób jednak nie docenić jak wiele siły, jedności i determinacji ludzie mogą znaleźć w momencie, gdy są osobiście zagrożeni. I chociaż z perspektywy czasu nie raz będziemy żałować, że zło nas dotknęło, bo nie chcieliśmy zdusić go w zarodku, to z moralnego punktu widzenia zawsze jest dobry czas, żeby je rozpoznać i się przeciwstawić – nigdy nie jest za późno na walkę ze złem.